Dołącz do czytelników
Brak wyników

Porady ekspertów

6 listopada 2020

NR 2 (Styczeń 2016)

CZAS NA ZMIANY

0 94

Wydawałoby się, że to kobiety najtrudniej przekonać do zmian na głowie. Jednak istnieje taka, dość liczna grupa mężczyzn, których zmiana sposobu uczesania paraliżuje bardziej niż wizyta u dentysty czy przyszłej teściowej. Jakimi argumentami dotrzeć do najbardziej konserwatywnych klientów salonu fryzjerskiego, skoro nawet namowy życiowych partnerek niewiele skutkują?

Często trafiamy na duety gdzie mężczyzna siedzący na fotelu upiera się przy klasycznym strzyżeniu: cieniowane boki, bardzo krótko, góra nożyczkami, a z drugiego końca sali biegnie z telefonem małżonka, dziewczyna lub nawet matka i pokazuje zdjęcie z jakże awangardowymi fryzurami podsuwając gotową propozycję na nowy look. Z doświadczenia wiemy, że często nawet fryzjer chcący dać upust nagłej wenie przegrywa w boju o namówienie na zmiany.

Dla wielu kobiet zmiana fryzury oznacza zawsze przełom w życiu. Począwszy od zmiany pracy po zmianę faceta. Je zawsze motywuje do tego stagnacja jakiej doświadczają w obecnej chwili. U kobiet metamorfozy są też bardziej radykalne i bardziej widoczne. Są też z założenia istotami zmiennymi i to zmiennymi na przestrzeni chwili, dnia, a nie życia. Jednym słowem jak coś takiej pani nie pasuje idzie do stylisty, robi sobie prostą grzywkę, farbuje włosy blond na ciemną czekoladę i z nową energią do życia czeka cierpliwie na przełom. Pomagając niejako szczęściu.

Podejście mężczyzn do włosów jest zawsze praktyczne i tylko w niektórych przypadkach priorytetem jest estetyka. Nadrzędnym czynnikiem przy wyborze cięcia jest to, że włosów nie będzie trzeba układać. Rozwiązaniem idealnym jest najkrócej jak się da i żeby starczyło na długo. Na takiej klienteli swoją działalność zbudowali rzemieślnicy oferujący akordowe strzyżenia w 10-15 minut, za niewiele ponad dziesięć złotych. W tak krótkim czasie nie ma miejsca na zwrócenie uwagi na kształt i budowę czaszki, obecność deformacji i chęci zamaskowania przerzedzonych partii skóry głowy, czy blizn, nie mówiąc już o kształcie twarzy, która nagle przy źle dobranej długości robi się strasznie owalna, a mówiąc dosadnie pyzata.

W tym miejscu dochodzimy do pierwszego, najpoważniejszego argumentu jakim możemy przekonać klienta do zmiany dotychczasowych przyzwyczajeń. Antropo-fryzjerstwo jest najwybitniejszą umiejętnością męskiego fryzjera. Rzekło się mawiać, że nie ma idealnej czaszki, a prawda jest taka, że jedne są bardziej foremne i podobne do tych z atlasu anatomii, inne mniej. Założyć można, że w większości przypadków strzyżenie bez uwzględnienia rożnego rodzaju deformacji, na razie jeszcze nazywanych delikatnie: wystającymi kośćmi i płaskimi fragmentami głowy, skutkuje zawsze źle ukształtowaną głową i podkreśleniem tych nieprawidłowości.

Jeżeli podczas omawiania fryzury określimy klientowi gdzie ma takie deformacje i dodatkowo nazwiemy je „po imieniu” (zapadłość potylicy, wypchnięcie czołowe, zapadłość ciemieniowa), wyjaśniając jak strzyżeniem można je zamaskować, mamy gwarancję, że w ciemno powierzy nam wykonanie fryzury najlepiej dopasowanej do jego kształtu czaszki i najwierniej odwzorowującej jej antropologiczny kształt. Nikt na obecnym etapie ewolucji nie chce chyba przypominać głową neandertalczyka lub przybysza z kosmosu. 1:0 dla nas.

Funkcję termoizolacyjną włosów również można wykorzystać jako argumenty do zmiany fryzury. Kiedy przychodzi wiosna zarośniętym panom noszącym od lat długie włosy możemy zaproponować dużo bardziej komfortową alternatywę. Krótkie cięcie zdecydowanie mniej będzie izolowało ruchy powietrza wokół głowy, nadmierne pocenie nie będzie doskwierało, skóra głowy dotleni się znacząco, a wiosna przysporzy tym samym nowych doznań.

Najtrudniejszym zadaniem jest chyba przekonanie kontrowersyjnego mężczyzny do wprowadzenia nawet delikatnego akcentu odbieranego już za ekstrawagancki. Pewnie dlatego, że często mylone są...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy

    Komentarze (0)

    Napisz własny komentarz