Dołącz do czytelników
Brak wyników

Strefa Barbera

1 lipca 2021

NR 9 (Czerwiec 2021)

Sprzedaż kosmetyków w barber shopie

0 22

Jestem osobą, która interesuje się kosmetykami. I co najciekawsze, nie tylko takimi dla mnie, a bardziej tymi, które mają trafić do sprzedaży lub już są w naszym rodzinnym barber shopie. Z racji mojej pracy na recepcji, prowadzenia sklepu internetowego i innych zawodowych obowiązków wręcz wypada mi wiedzieć, co mamy do zaoferowania.

Do sprzedaży w naszej „jamowej witrynce” mamy całą gamę produktów do pielęgnacji włosów, brody, twarzy czy ciała. Oprócz tego gadżety, koszulki, książki czy płyty CD i winylowe. I nie chodzi o to, że sprzedajemy wszystko, co nam się rzuci w ręce. Nic z tych rzeczy. Za każdym produktem stoi historia i powód, dla którego jest w Jamie. I to jest właśnie piękne. Nie ma tutaj nic przypadkowego. Jeśli mamy koszulki – to okazjonalne lub z naszymi emblematami. Jeśli mamy płyty – to dlatego, że zaprzyjaźnieni z nami muzycy są autorami tych utworów. Jeśli mamy pomady do włosów – to naszej własnej produkcji, okolicznościowe itp. Jeśli mamy balsamy do brody – to takie z naturalnym składem i dobrymi właściwościami. Stawiamy na produkty najwyższej jakości. Sami sprawdzamy składy, bierzemy towar tylko ze sprawdzonych źródeł, ale regularnie szukamy nowości oraz takie nowości tworzymy. I ciągle nam mało! 

Nawet nie wiecie, jak ważna jest historia stojąca za każdą rzeczą. Nie mówię tylko o produktach do sprzedaży, ale o całokształcie. Trzeba mieć na siebie pomysł! Nie być kalką kalki. Tylko robić to, co się czuje, i robić to z miłością! Nie chcę używać tutaj słowa „pasja”, ponieważ w ostatnim czasie to słowo zrobiło się synonimem każdego zawodu i często nawet jeśli ktoś tak mówi czy pisze, to nie zawsze jest to prawdą. O pasji często nie trzeba mówić, ją się widzi. I właśnie temu służy historia. Po to, żeby czarować słowem naszego słuchacza. 

Kiedy ostatnio w naszych mediach społecznościowych po kolei opisywałam każdy produkt, który mamy na witrynie (a i tak nie pokazałam wszystkiego, bo przeoczyłam kilka z nich), zajęło mi to ogromną ilość czasu – bo po prostu mamy taki wybór. I jedni powiedzą, że co za dużo, to niezdrowo, że za duży wybór dla klienta oznacza, że od razu mu się wszystko pomiesza i nic nie kupi, bo nie będzie wiedział co. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Różnorodność jest fajna. Szczególnie jeśli mamy kilka serii różnych produktów, od różnych producentów czy dostawców. Widać wtedy, że nie zamykamy się tylko na markę X, ale wspieramy inne firmy i jednocześnie z nimi współpracujemy. 

W dodatku czasem wystarczy trochę o produkcie opowiedzieć i jednego razu ktoś weźmie produkt tej firmy, a następnym razem innej – i to również z pewnych powodów. Mamy kilka grup klientów. Opowiem o nich bardzo ogólnikowo, ograniczając się jedynie do wymienienia trzech. 

Pierwszymi z nich są testerzy, którzy za każdym razem szukają czegoś innego, uwielbiają nowinki produktowe, zawsze są pierwsi i zawsze o nowości pytają. Kolejni to oddani fani jednej marki lub ewentualnie jednej linii produktów. Gdy raz im się coś sprawdziło, to zawsze będą brali kosmetyki tego producenta. I last but not least – wchodzący na wejściu oznajmia o zamiarze zakupu, czego potrzebuje, a ostatecznie się okazuje „Wiesz, jeszcze mam, do następnego mi wystarczy”. 

Ale nic tak nie ciekawi klientów, jak produkty limitowane. Jest to jedna z metod manipulacji sprzedażowej opisanej przez R. Cialdiniego w książce Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka jako efekt niedostępności. I chociaż słowo „manipulacja” samo w sobie ma wydźwięk negatywny, to używanie słów „limitka”, „tylko 100 sztuk”, „więcej już nie będzie” naprawdę działa. I nie jest to oszukiwanie i naciąganie na coś klienta, bo tego za chwilę naprawdę może nie być. Bo zdarzają się sytuacje, że 100 sztuk limitowanej pomady sprzedajemy 3 miesiące i nagle po pół roku od sprzedania ostatniej puszeczki pojawia się ktoś, kto nagle zapyta o ten produkt. A już go nie ma.

Kilka dni temu poszłam do wielkiego koncernu kosmetyczno-perfumeryjnego na literę S. Szukałam konkretnego kosmetyku do twarzy, ale chciałam przy okazji poradzić się kogoś, kto tam pracował, ponieważ nie byłam pewna, jaki produkt będzie dla mnie odpowiedni. Podeszłam do pierwszej pani, pięknie wymalowanej, oklejonej znaczkami firmowymi, i poprosiłam o pomoc. I ogromne rozczarowanie. Pani, przechodząc obok kolejnych regałów, pokazywała mi kilka kremów, mówiąc: „Ten jest fajny”, „Ten też całkiem fajny”, „A ten często klientki wybierają”, „O, a tego dużo sprzedaliśmy ostatnio”. I mnie zamurowało. Po chwili dyskusji podziękowałam i rozczarowana wyszłam ze sklepu. 

Uważam, że w tego typu miejscach rzadko kiedy trafi się osoba, która rzeczywiście nie jest tam z przypadku. Nieważne, ile kosmetyków może być w Twoim salonie/sklepie itp. Jeśli jesteś sprzedawcą, jeśli chcesz sprzedać produkt i mieć pewność, że klient wróci, to Twoim obowiązkiem jest wiedzieć, co sprzedajesz. Przez pierwsze trzy lub...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy

    Komentarze (0)

    Napisz własny komentarz