Dołącz do czytelników
Brak wyników

Porady ekspertów

31 października 2020

NR 5 (Lipiec 2019)

FRYZJERSTWO MĘSKIE TO NIE MODA

0 242

Rok 2014. Można go nazwać cezurą odrodzenia barberingu w Polsce. To wtedy powstały pierwsze polskie barber shopy i to wtedy fryzjerstwo męskie wróciło na mapę polskiego fryzjerstwa. Moda na brody doprowadziła do antysystemowej, bezkrwawej rewolucji, która samoistnie i dzięki pracy wielu zaangażowanych osób przyniosła nam potężną zmianę we fryzjerstwie.

Ale od początku. W pierwszych latach po II wojnie światowej fryzjerstwo męskie w Polsce zaczynało się odradzać po zniszczeniach wojennych i przesiedleniach okupacyjnych. Musiało też sobie zacząć radzić w nowej rzeczywistości Hilarego Minca, który za cel postawił sobie walkę z prywaciarzami nazywaną przez niego „Bitwą o handel”. Rzecz jasna nie chodziło tylko o handel, ale o zlikwidowanie wszystkiego co miało prywatną strukturę własności. Dotyczyło to również zakładów fryzjerskich. Starsi barberzy, pamiętający tamte czasy, opowiadali mi nie raz jak trudno było wówczas funkcjonować na rynku. Zakłady były zabierane właścicielom pod byle jakimi pretekstami, dawano tak zwane domiary, czyli kary finansowe, nie pozwalano zamawiać towaru w państwowych hurtowniach kosmetyków i narzędzi, nasyłano kontrole i różnych donosicieli sprawdzających zgodność cennika z wykonywaną usługą i inicjujących działania przeciwko fryzjerom. W almanachu rzemieślniczym z 1949 roku opisano fryzjerów męskich jako hamulcowych rozwoju w branży oraz wsteczników i sugerowano zmieniać te zakłady w damsko-męskie. To wszystko mogło dobić niejednego i niejednego dobiło.

Mimo tego fryzjerstwo męskie trwało. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w Krakowie odbywały się, jedne z najlepszych w tamtym czasie w Europie, szkolenia z fryzjerstwa męskiego organizowane przez legendę polskiego fryzjerstwa Zbigniewa Marka i pasjonatów ze szkoły lwowskiej. Oni wprowadzili na polski rynek geometryczne strzyżenia i modelowanie sekcjami na szczotkę tunelową. To był przełom.

Jednak lata 1989 do 2014, czyli dwadzieścia pięć lat, trzeba uznać za ciemną kartę w męskim fryzjerstwie, nie tylko w Polsce zresztą. Duże firmy, które pojawiły się wtedy w naszym kraju, interesowały się tylko działem damskim i szybką sprzedażą farb oraz innych kosmetyków. Targi przestały interesować się nami i ogólną tendencją był progres we fryzjerstwie dla kobiet. Dobiciem był rok 1999 i reforma szkolnictwa, która zmieniła edukację zawodową z rozdzielonej na dwa działy w jedno nic nieznaczące fryzjerstwo. To był faktyczny początek końca dla polskiego barberingu. Od tamtego czasu do 2013 roku nie przeprowadzono żadnego konkursu z fryzjerstwem męskim (celowo pomijam główkowe zmagania z fryzurą klasyczną i fantazyjną), nie uczono podstaw zawodu, nie sprzedawano męskich kosmetyków i narzędzi na targach, nie organizowano pokazów, opowiadano różne bajki o goleniu i zawsze mówiono o nas w kategoriach zacofania.

Nie łatwo było być fryzjerem męskim w Polsce w początkach XXI wieku. Postępująca pauperyzacja społeczeństwa sprawiła, że klienci życzyli sobie szybkich, prostych fryzur za kilka złotych albo sami strzygli się tanimi maszynkami z marketu, nie chcieli mycia głowy, a kosmetyki do męskich fryzur można było kupić tylko w osiedlowej drogerii albo trzeba było sprowadzać z zagranicy. Wielu fryzjerów męskich w tamtym czasie zrezygnowało z zawodu, wyjechało na saksy albo przeszło na emeryturę. Pewnym ożywieniem były irokezy. One trochę poprawiły sytuację, bo do zrobienia nawet kiepskiego „Beckhama” trzeba było mieć odrobinę kwalifikacji, a jak już ktoś miał trochę więcej niż odrobinę umiejętności i serca do pracy to nagle pojawiały się tłumy klientów.

Tak dotrwaliśmy do 2013 roku. Na początku 2014 roku wyjechałem po raz kolejny do Londynu. Jest to bezwzględna stolica światowa męskiej mody i elegancji. Również w kwestii fryzur. Tam znowu zauważyłem ciekawe jaskółki zwiastujące nowe czasy. Coś co w Nowym Jorku już miało miejsce od 2010 roku do Europy przybywało powoli i najpierw zadomowiło się nad Tamizą. BRODY!!!

To był kolejny wielki przełom. Oddolny ruch hipsterów z Brooklynu sprawił, że wszystko się zmieniło. Wspomnę jeszcze tylko, że w latach wcześniejszych, mimo, że brody istniały, to miały złą społecznie reputację, kojarzyły się z niechlujstwem, a z ich zapuszczania ciągle trzeba było się tłumaczyć. Ci fryzjerzy męscy, którzy nie wyrzucili brzytwy, nie zaprzestali tradycyjnych technik i ciągle szukali nowego – teraz wygrali. Od teraz wszystko zaczęło się dziać bardzo szybko. Jeszcze niezauważalnie, ale odrodzenie stało się faktem.

Wrócił...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy

    Komentarze (0)

    Napisz własny komentarz